MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ JĘZYKA OJCZYSTEGO

16139904226498663806616949374337

Dlaczego go obchodzimy?

Od 22 lat 21 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Święto zostało ustanowione z inicjatywy UNESCO w celu zwrócenia uwagi na rolę języka, związane z nim dziedzictwo kulturowe i jego różnorodność. Dzień 21 lutego jest symbolicznym upamiętnieniem demonstracji studentów uniwersytetu w Dhace, którzy w 1952 r. w Bangladeszu walczyli o język bengalski i prawo do używania języka ojczystego.

- Język się zmienia i zmienia się nasza wiedza o języku. W ostatnim czasie zmiany te (choć język jako system komunikacji należy do „struktur długiego trwania”) zachodzą w przyspieszonym tempie – napisał prof. Bartmiński we wstępie do tomu „Współczesny język polski”, zwanego przez studentów „biblią polonistów”. I choć ta wypowiedź padła 20 lat temu, to do dziś jest jak najbardziej „na czasie”.

- Język jest własnością wszystkich, jest dobrem wspólnym, dzięki któremu możemy osiągać cele osobiste i grupowe, lepiej i pełniej realizować siebie. Od najwcześniejszych lat umożliwia nam przejmowanie wzorów zachowań i wiedzy o świecie od osób najbliższych – w rodzinie, w małej grupie społecznej, potem w wymiarze narodowym i uniwersalnym. Towarzyszy nam w indywidualnym rozwoju, stanowiąc oparcie dla ćwiczenia myśli, kształtowania emocji i postaw. Z czasem też utrwala nasze życiowe doświadczenia i pozwala je przekazywać innym. Język buduje mosty między jednostkami, wyprowadzając je z izolacji do życia wspólnotowego. Łącząc nas z innymi i służąc wzajemnej komunikacji z otoczeniem, tworzy ludzką wspólnotę, kształtuje ją i podtrzymuje. Będąc środowiskiem, w którym rośniemy, poruszamy się, współpracujemy z innymi, które naszym działaniem kształtujemy – język, dobro wspólne pełni funkcję humanizującą i socjalizującą – pisał prof. Bartmiński, wybitny językoznawca UMCS.

Podobnego zdania jest prof. Robert Szwed, socjolog KUL, który również zwraca uwagę, że „w języku zawiera się coś znacznie więcej niż tylko sam przekaz”.

W dobie panującej pandemii, kiedy komunikacja w znacznej mierze ogranicza się do formy zdalnej i podporządkowuje zasadom Internetu, jej przekaz ulega uproszczeniu.

- Przekaz niejęzykowy jest bardzo ułomny, okrojony. I w tym sensie bez słów i bez ich znaczenia tak naprawdę społeczeństwo nie rozwijałoby się, nie szłoby do przodu – zauważa prof. Robert Szwed.

I choć za pomocą emotikonów, gifów czy różnych innych środków zastępczych możemy wyrazić nasze uczucia, to jednak rozmowa kciuków nie zastąpi tej bezpośredniej twarzą w twarz, bo do pełnej komunikacji potrzebna jest obecność.

- Do przekazu treści potrzebne jest coś więcej, potrzebna jest obecność. Okazuje się, że ten element nie tylko związany z gestykulacją, mimiką, ale pewną bliskością i intymnością komunikacji, zdecydowanie nam doskwiera, wywołuje irytację. Nawet jeśli się komunikujemy, a wszyscy wiemy co to znaczy komunikować się bez kamerki, to czujemy się tym bardzo zdeprymowani, mamy wszyscy dość – stwierdza socjolog.

Both comments and pings are currently closed.